ANGORA, Wochenblatt auf polnisch, Dortmund - Głos Polski, Pismo dla Polaków w RFN, Recklinghausen - KURIER, Hamburg - SOWA, YES-Poland, mmagazyn europejski, Frankfurt am Main
poniedziałek, 24 września 2007
Ryszard Maciejkianiec, Litwa: W Polsce PiS rzekomo walczy z postkomuną, a Wspólnota Stelmachowskiego jest finansowana z Senatu

(...) Z jednym tylko można się zgodzić, iż Akcję Wyborczą rzeczywiście krytykować już nie warto - jej metodami działania, łamaniem praw człowieka i obywatela, marnotrawieniem środków budżetowych i nadużyciami, w tym przy przeprowadzaniu reformy rolnej, powinny się zająć instytucje praworządności. Nawet w miarę uważny obserwator nie może nie dostrzec w działalności tej zamkniętej hałastry, osaczającej polską ludność na Ziemi Wileńskiej, oznak przestępczej grupy, formalnie występującej jako partia polityczna.

Zresztą o jakim postępie i demokracji pod Wilnem może być mowa, jeżeli w rejonie wileńskim, przedstawianym na świat jako ostoja polskości, niepodzielnie rządzi siedemdziesięcioletni dyrektor administracji, który w sowieckich czasach był sekretarzem partyjnego komitetu w sławetnym więzieniu na Łukiszkach (!?), a w parze z nim występuje mer mająca ośmioletnie wykształcenie i kurs buchalteryjny na Białorusi, a która do objęcia stanowiska z partyjnego klucza była znana lokalnie jako śpiewaczka pogrzebowa i z niewybrednych wypadów przeciwko polskiej szkole im. Wł. Syrokomli w Wilnie.

Dziś zlanie się tej rządzącej metodami bezprawia grupy z postkomunistycznymi pismami "Kurier Wileński", "Magazyn Wileński", "Tygodnik Wileńszczyzny" oraz radiem "Znad Wilii", finansowanymi z Polski, przy wydatnym wsparciu TV "Polonia" i przy aktywnym udziale polskiej placówki dyplomatycznej w Wilnie stanowi nowe jakościowo, szczególne niekorzystne dla polskiego społeczeństwa na Litwie zjawisko, określane przez znawców tematu jako terroryzm informacyjny, kiedy to mieszkająca na niewielkim terenie w zwartym skupisku, trzymana w zamknięciu, nie przygotowana do zmian, o niewystarczającym poziomie wykształcenia mniejszościowa grupa ludności jest poddana jednostronnej, niezwykle skoncentrowanej propagandzie. W jej wyniku ludność polska w wielu wypadkach traci orientację rzeczywistości, perspektywy i moralną, myląc dobro ze złem, uważając swoich gnębicieli i skorumpowanych do szpiku kości postsowieckich urzędników oraz sowieckich siepaczy za zbawców i obrońców.

Nie dostrzegać i nie alarmować opinię publiczną o zagrożeniach, które stąd wynikają dla polskiego społeczeństwa na Litwie nie można. Tym bardziej, że ci sami działacze w celu swego promowania wyrafinowanie sięgają również do uczuć religijnych, rozpowszechniając propagandowe materiały nawet w czasie Mszy św. W tych warunkach budowa obywatelskiego społeczeństwa przebiega nazbyt powolnie, pozbawiając Polaków na Litwie atutów, wynikających z poczucia bycia obywatelem.

Pisząc o naszym dziś nie sposób pominąć w tym roli Polski, która bezpośrednio, systematycznie i stale interweniuje w polskie środowisko na Litwie na niezrozumiałej zasadzie i w sposób sprzeczny z własną Konstytucją, nie chcąc przyjąć do świadomości, że Polacy na Litwie są obywatelami Litwy.

Zresztą obserwując od lat stosunki Polska - Polacy na świecie odnosi się wrażenie, że Polonia i Polacy na Wschodzie stali się łupem politycznym A. Stelmachowskiego i jego otoczenia w wyniku porozumienia przy "okrągłym stole", i dlatego polityka polonijna jest kształtowana tą grupą wyłącznie w interesie własnym, a nie Polonii i Polaków na świecie i nie ma nic wspólnego z polityką czy interesem państwa, a już tym bardziej jest sprzeczna z interesem krajów zamieszkania ludności polskiej.

Dziś wobec społeczeństwa polskiego na Litwie jednoznacznie jest stosowana taktyka manipulowania, osaczenia oraz dosłownego zalewania niezdrową propagandą, aby utrzymywać je w sytuacji niepewności jutra oraz permanentnego konfliktu ze środowiskiem litewskim, który zawsze można rozdmuchać na potrzeby celów politycznych. Realizując ten interes grupowy i mając możność w ten sposób niezgodnie z prawem i Konstytucją poprzez Senat pobierać co roku dziesiątki mln zł., A Stelmachowski i kierowana przezeń "Wspólnota" nie przebiera w środkach i najbrudniejszych metodach w celu utrzymania tego stanu, o czym przekonaliśmy się na własnej skórze. Każdy, nawet najmniejszy zdrowy odruch, który mógłby przynieść wewnętrzne wyzwolenie Polakom na Litwie, jest niszczony już w zarodku. I czy u władzy jest Kwaśniewski, senatem kieruje Pastusiak, a Fundacją Samborski, czy jak obecnie ludzie PiSu - Kaczyński, Borysewicz i Turzański. Jeżeli dla przykładu "komuna" stosowała wobec nas szykany i pułapki zadłużeniowe, to w okresie rządów ekipy mającej w tytule Prawo i Sprawiedliwość bez słowa informacji, od razu po objęciu władzy na podstawie donosów pupili A. Stelmachowskiego kapturowo przyjęła decyzję o zaprzestaniu wspierania naszego pisma, wydawanego na trzy kraje i mającego wtedy szesnastoletni dorobek, przerzucając wygospodarowane środki dla pism postkomunistycznych.

Właśnie te podwójne standardy są najbardziej trudne do zrozumienia. W Polsce PiS rzekomo walczy z postkomuną, chce przeprowadzić lustrację, zabrania demonstracji, używając starej terminologii, "zboczeńcom". Wśród Polaków na Litwie te trzy kategorie osób akurat na odwrót - są popierane, niezwykle promowane, wręcz hołubione przez polską placówkę dyplomatyczną i polityków z Polski.

Głośny dziś temat otwarcia filii Białostockiego Uniwersytetu również "dobrze się wpisuje" w ramy polityki izolowania i manipulowania polskim społeczeństwem. W tym wypadku naszą przyszłością - bo młodzieżą. Gdyby Polsce rzeczywiście chodziło o podniesienie poziomu wykształcenia i oświecenia ludności polskiej na Litwie, to oczywiście by zadbano, aby do Wilna wkroczyła renomowana uczelnia. Do izolowania i uzależniania młodzieży - białostocka uczelnia, sama niepewna swego jutra - pasuje jak ulał (...)   Nasz Czas 6/2007 (700).

Fw: Stelmach To rzeczywisty bandzior. Uniknal lustracji i niszczy wszystko co polskie. Patrz zalaczniki. Bernard.

 

----- Original Message -----
Sent: Monday, September 24, 2007 6:56 PM
Subject: Stelmach

To rzeczywisty bandzior. Uniknal lustracji i niszczy wszystko co polskie. Patrz zalaczniki.
Bernard.

zał.1.:

Polacy na Litwie - między obywatelstwem kraju  zamieszkania i "pomocą" Polski

Ryszard Maciejkianiec 

Litwa

- (...) Problem antykonstytucyjnych działań w opinii wybitnych polskich prawników zaistniał wtedy, kiedy pierwszy marszałek Senatu RP A. Stelmachowski utorował antykonstytucyjną ścieżkę finansowania potrzeb Polonii na świecie poprzez Senat i faktycznie niezależną od władz "Wspólnotę Polską", stając się następnie wieloletnim kierownikiem tej "Wspólnoty" i przejmując absolutną większość potoku środków pomocowych już jako odbiorca i faktycznie niekontrolowany dyspozytor. Przy tym wydawane co roku za granicą Polski w dziesiątkach milionów złotych środki tylko przez powyższą organizację pod kątem dokonania wydatków poza granicami Polski de facto nigdy nie były kontrolowane. Budowa Domu Polskiego w Wilnie jest tego dobitnym przykładem.

Ten antykonstytucyjny tryb dzielenia i wykorzystywania środków oraz praktycznie scedowanie opieki i wpływów nad Polakami poza Polską na niekontrolowalną organizację wybitnie negatywnie zaważył nie tylko na stosunku Polska - Polacy poza Polską, ale też zdeprawował stosunki Polaków poza Polską wobec krajów ich zamieszkania, bowiem, jak wykazują wieloletnie obserwacje, środki pomocowe były i są bardzo często kierowane przy sytuacjach konfliktowych bądź imitowaniu konfliktów wobec władz kraju zamieszkania. Dziś po tylu latach "opieki" nikt jakoś nawet się nie odważy dokonać analizy skuteczności tej "opieki" i celowości wydanych chyba już miliardów złotych. Bo gdyby ktoś się odważył, to by dostrzegł "obraz po bitwie", kiedy dzięki tej "pomocy" przestała istnieć Rada Polonii Świata, faktycznie zaledwie imituje swoją działalność europejskie zjednoczenie polskich organizacji, środowiska polonijne w krajach na Wschodzie zostały podzielone według "naszych" i "nie naszych", wmontowane w konflikt z władzami krajów zamieszkania, a dlatego nie mogą promować własnej regionalnej kultury i dorobku, pracując faktycznie często na negatywny obraz Polaka, który rzekomo nic oprócz konfliktu nie niesie dla kraju swego zamieszkania. Dlatego tzw. liderzy Polaków i kierowane przez nich organizacje, będące na utrzymaniu "Wspólnoty", są raczej odbierane jako obce ciała, pracujące jedynie na potrzeby Polski, a nie dla kraju swego zamieszkania. I kiedy kilkakrotnie próbowano wrócić do prawnego i konstytucyjnego kierowania środków pomocowych - "Wspólnota" i liderzy, będący na jej utrzymaniu, organizowali propagandową kampanię protestu, iż rzekomo oficjalna i w zgodzie z prawem pomoc będzie źle odbierana w krajach zamieszkania, co nie jest prawdą.

Książkowe wydanie materiałów seminarium. Dostępne w redakcji "NCz".

Na przykład na Litwie w systemie instytucji rządowych działa Departament Wychodźstwa i Mniejszości Narodowych, poprzez który jest przekazywana pomoc Litwinom na świecie. I nikogo to nie dziwi, nikogo nie straszy, bowiem ten proces jest czytelny, zgodny z prawem, a pomoc następuje w zgodzie z polityką państwa, a nie tak, jak to obecnie w Polsce według upodobania i sympatii polityków zasiadających w odpowiedniej senackiej komisji czy działaczy "Wspólnoty". Zresztą według podobnego wzoru jak na Litwie, czyli poprzez instytucję rządową, na ile jest nam wiadomo, są wspierane środowiska rodaków i w innych krajach europejskich. Polska na tym tle stanowi wyjątek, przy tym negatywny, bowiem niekontrolowane funkcjonowanie dziesiątek i setek milionów złotych może zachęcić do daleko idących nieprawnych poczynań. O tym zresztą przekonaliśmy się osobiście, kiedy grupa osób w latach 2000 - 2002 organizowała stałe napady i próby fizycznej rozprawy wobec redakcji pisma i kierownictwa organizacji Związku Polaków, twierdząc publicznie, iż te działania są uzgodnione z warszawską "Wspólnotą".

Tak więc obecny system pomocowy z Polski niezwykle deprawuje i demoralizuje środowiska polonijne, a ich liderzy ubiegający się głównie o względy "Wspólnoty", opłacającej ich działalność, nie dbają o rozwój i przyszłość środowisk polskich, stanowiąc obecnie znaczną przeszkodę na drodze rozwoju demokracji i przestrzegania praw człowieka i obywatela na terenie zamieszkania ludności polskiej. Przykładem tego jest teren pod Wilnem, gdzie w historycznie zwartym skupisku mieszka ludność polska i gdzie różni działacze i politycy z Polski z udziałem Ambasady RP i tzw. liderów polskich poczynają jak na własnym podwórku, dorabiając się przez lata systemu, który inaczej jako wewnętrzną okupację określić się nie da. Nie da się ukryć, że właśnie na tym terenie jest najmniej demokracji, że tu powstał cały nieformalny system ścisłego kontrolowania mieszkańców i nacisków - z kim mają się spotykać, jakie pisma mają prawo prenumerować, czytać i jaką informację otrzymywać, w jakie organizacje mogą się zrzeszać, kto może być, a kto nie może przewodzić polskim organizacjom itd. itp. Najbardziej niechętnie są widziane w tym terenie propozycje skierowane do Polaków, aby oni w pełni i na równi z Litwinami korzystali z konstytucyjnych praw zrzeszania się i udziału w życiu społecznym i politycznym, nie tylko poprzez zamknięte i całkowicie kontrolowane organizacje, mające w tytule hasła narodowe, ale też poprzez ogólnopaństwowe instytucje i organizacje obywatelskie. Aby nie utracić kontroli nad ludźmi i terenem oraz ułatwić manipulację środowiskiem, kategorycznie się domaga, aby była jedna organizacja, jedna partia, jeden lider i jedna ugruntowana opinia, w tym negatywna na wszystko i wszystkich tych, którzy mają inne zdanie, wolą działać w interesie społeczeństwa, a nie grupki liderów, wolą jasność i czystość w działaniu.

Nasze gorzkie doświadczenia ostatnich prawie siedmiu lat, kiedy wobec nas za inne zdanie, za inną wizję rozwoju polskiego społeczeństwa na Litwie organizowano sądy, opłacane z Polski i cały szereg innych nikczemnych posunięć i faktów prześladowania, powtarzających się do dziś z udziałem polityków najwyższej rangi, działaczy i polskich środków masowego przekazu, w tym TV "Polonia" świadczy, że ta antykonstytucyjna i organizowana jako na wpół prywatna pomoc, dziś wyraźnie koliduje z duchem współczesnej wspólnej Europy, budowanej na fundamentach demokracji i prawa. Możemy tylko ubolewać, iż te nieprawne działania wobec polskiej mniejszości narodowej, wyraźnie kolidujące z ogólnie przyznanymi prawami człowieka i obywatela zataczają coraz szersze kręgi. Doszło jak dotychczas do bezprecedensowego przypadku, kiedy to przed kilkoma miesiącami na takim zebraniu, gdzie dokonywano publicznej rozprawy i szelmowania obywateli Litwy - Polaków, nie popierających działań, skierowanych na ograniczanie praw polskiej mniejszości narodowej, pod płaszczykiem walki o polskość, wziął bezpośredni udział nawet marszałek Senatu RP Borusewicz, który ze względu na piastowane stanowisko nie mógł nie znać treści referatu i nie wiedzieć czemu jest poświęcone zebranie, w którym uczestniczył w czasie wizyty na Litwie (...).    Nasz Czas 17/2006 (691)

Bolszewia w Polsce i jej wspólnicy poza granicami kraju

Elżbieta Szczepańska

- (...) Cieszy fakt, że wreszcie po dziewiętnastu latach, w pomagdalenkowej Polsce, ktoś odważył się zwrócić uwagę na sprzeniewierzane przez Senat i Wspólnotę Polską setki milionów złotych pochodzących z kieszeni polskich podatników. Wymienione powyżej kwoty, wydatkowane na pomoc borykającej się z "nedzą"(?!) Polonii wskazują, iż przez te wszystkie lata na wspieranie aktywności wielu niezlustrowanych pseudoreprezentantów tzw. Polonii zorganizowanej, często wywodzących się w prostej linii z agentów i donosicieli infiltrujących środowiska polonijne od 1944 roku i wspieranych przez napływających z PRL-u złodziei, kombinatorów, handlarzy, cinkciarzy i kryminalistów, wydano ponad miliardy polskich złotych. Miliardy złotych wyciągane są z budżetu państwa podnoszącego się z komunistycznej, politycznej i gospodarczej ruiny. Najwyższy czas, aby ten proceder zakończyć, najwyższy czas odsunąć "ryje od koryta". Zbyt kosztowne jest dla naszej Ojczyzny, wspieranie bolszewii na Uchodźctwie, której lewą nogę od 1992 roku wzmacniają jej "Wspólnicy" w Polsce.Pełnym szacunkiem darzę tych Polaków, którzy mieszkając poza krajem bezinteresownie poświecają swój czas na krzewienie polskiej kultury, języka, tradycji i czynią to pracą własnych rąk. Chylę głowę przed tymi wyrobnikami pracy społecznej. Natomiast niechęć i niesmak czuję, gdy wyciąga się do Polski ręce po pieniądze, wiesza medale z najwyższymi odznaczeniami państwowymi na piersiach rozmaitych prezesów, podczas gdy prawdziwi społecznicy odchodzą w zapomnieniu.Kto za tym stoi Głównymi sponsorami zbolszewicowanej Polonii były "niedoinformowane" kolejne rządy RP i przymykający na ten proceder oczy, Senat. To te gremia nakłaniał do często bezsensownych i niczym nieuzasadnionych wydatków 83- letni profesor Andrzej Stelmachowski, prezes Stowarzyszenia Wspólnota Polska, manipulowany umiejętnie przez swoich asystentów i doradców. Zainteresowanym polecam zapisy stenograficzne z posiedzeń Komisji Spraw Emigracji i Łączności z Polakami za Granicą z lat 1997-2007, szczególnie zapisy nr 42(8.12.2005), 63(22.12.2005), 75 (6.01.2006) http://www.senat.gov.pl/k6/kom/index.htm Warto przypomnieć, że prof. Stelmachowski był jednym z inicjatorów Okrągłego Stołu, za co magdalenkowi biesiadnicy wynagrodzili go wyniesieniem na stołek marszałkowski Senatu RP. W latach 1989-1991, gdy jego akcje nieco spadły, w rządzie Olszewskiego objął on stanowisko ministra kultury, a od 1992 jest prezesem “Stowarzyszenia Wspólnota Polska" w Warszawie. Od tego czasu trwa marnotrawienie polskich pieniędzy i wydawanie ich często niezgodnie z interesem polskiego państwa i Polonii. "Wspólnota Polska" dzieckiem niezlustrowanej dyplomacji i Okrągłego StołuUtworzona na fali pomagdalenkowych politycznych deformacji "Wspólnota Polska" uzasadniała konieczność swojego istnienia fobią Polonii wobec polskich placówek dyplomatycznych. To, że środowiska polonijne miały podstawy nie ufać reprezentantom Moskwy w polskich ambasadach, choćby z racji prowadzonej przez te placówki przez pół wieku infiltracji, inwigilacji, dezinformacji i dezintergacji Polonii, zupełnie nie docierało do kolejnych pomagdalenkowych ministrów i szefów MSZ. ( htt:// www.videofact.com/polska/robocze%20today/cenckiewicz_sb_poloniahtlm ).Niemal wszystkie placówki dyplomatyczne: ambasady, konsulaty i izby handlowe przed 1989 rokiem były obsadzone przez "fachowców", którzy swoje kwalifikacje zdobywali w Akademii Nauk Społecznych przy KC PZPR i kontrolowanej, przez KGB i GRU, moskiewskiej akademii dyplomatycznej MGIOMO. Byli oni rekrutowani do pracy w dyplomacji przez tajne służby i wywodzili się z pezetpeerowskich aparatczyków, lektorów KW i KC PZPR, działaczy Towarzystwa Przyjaźni Polsko-Radzieckiej, ZMS-ów, politruków stanu wojennego, potomków rozmaitych maści i odcieni sekretarzy komunistycznych partii i stronnictw sojuszniczych, z dziatwy oficerów stalinowskiej informacji wojskowej, LWP, SB i MO oraz służby więziennej ( K.Górecki MSZ Cimoszewicza, czyli raz zdobytej władzy nie oddamy nigdy, "Gazeta Polska, 2005, M. Krajewska, " Co odzyskaliśmy w MSZ, czyli Jurassic Park – i Dudek", Niezależna Gazeta Polska, wrzesień 2006) (...).

Wspólnie okradana Polska i Polonia?Te same organizacje, ta sama strategia i ta sama gra. Pojawiają się nowe, bezsensowne propagandowe incjatywy np. program wspierania aktywności zawodowej i gospodarczej w środowiskach polonijnych, akademickie spotkanie polonijne w Portugalii, program rozwoju organizacji młodzieżowych, harcerstwa i polonijnego sportu, plener malarski w Karpaczu i wspieranie Towarzystwa Miłośników Mazurka Dąbrowskiego.W kuluarach Senatu rozpowszechniane są złowieszcze wieści o braku zainteresowania działalnością "starych", wiecznie skłóconych organizacji polonijnych. Nie pamiętają szanowni senatorowie i posłowie, że skłócenie to jest efektem skutecznych działań dezintegrujacych, jakim poddawano Polonię przez 60 lat. Nic dziwnego, że nieufne wobec dzieci PRL-u środowiska i organizacje nie były ani przyjazne, ani specjalnie atrakcyjne (polska wieś tańczy i śpiewa) dla nowej emigracji z lat 80.W świetle powyżej przedstawionych faktów wydaje się, że w obecnej sytuacji najkorzystniejszym dla Polonii rozwiązaniem byłoby odcięcie Senatu od polonijnej kasy i likwidacja Stowarzyszenia "Wspólnota Polska" (...) .  Nasz Czas 2/2007 (696)  

jaja jak wawrzyny Stelmachowskiego

Download this episode (7 min)   

 

Od razu należy powiedzieć, że nikogo chyba nie trzymają się żarty, jeśli zatrudniony w Kancelarii Prezydenta RP jako doradca Lecha Kaczyńskiego prof. Andrzej Stelmachowski był wyznaczony w 1989 roku przez gen. Kiszczaka w takiej samej randze jak Lech Kaczyński do Magdalenki i tzw.  okrągłego stołu.  Andrzej Stelmachowski zasłużył się dla żydokomuny w PRL-u już dużo wcześniej jako katolik koncesjonowany w środowisku warszawskich przechrztów. W Magdalence miał za zadanie formułować gładkie myśli za przywódcę Solidarności.

 Dzisiaj utrzymywany jest za to z budżetu Senatu RP jako prezes "Wspólnoty Polskiej", organizacji pozarządowej (ngo) realizującej takie same zadania jakie za komuny miało towarzystwo "Polonia", które było jawną przykrywką, ramieniem i pasem transmisyjnym komunistycznych tajnych służb specjalnych do Polaków na obczyźnie. Narzędziem pracy operacyjnej wywiadów, kontrywywiadów i milicji aktywnej poza granicami kraju nie tylko w kryminalnych formacjach "żelazo", które  szeroko zasłynęły z napadów na ulicach Monachium na dziennikarzy Rozgłośni Polskiej Radia Wolna Europa a w całej Europie Zachodniej na zakłady jubilerskie i futrzarskie. Stelmachowski jako emerytowany profesor, odbiorca renty specjalnej od premiera, etatowy prezes organizacji pozarządowej i urzędowy doradca Prezydenta RP jest gwarantem ciągłości żydokomunistycznej władzy w groteskowej RP na 3/4.
 
Leszek Miller jeszcze jako szef postkomuny mówił głośno o 100 milionach złotych, z których nie rozliczyła się za czasów Buzka  "Wspólnota Polska" Stelmachowskiego.  Wiadomo było wtedy, że 40 proc. środków finansowych w wysokości wielu dziesiątków milionów złotych przeznaczanych rokrocznie z budżetu Senatu RP na pomoc dla Polonii przejadanych jest w kraju przez tzw. "Domy Polonii", terenowe oddziały nieciekawej organizacji firmowanej nazwiskiem Stelmachowskiego. Po dojściu Millera do władzy lewica zawiązała "dla odtrutki" podobną fundację, która za cel postawiła sobie wyciąganie pieniędzy z kasy Senatu RP oficjalnie na pomoc dla Polaków na Wschodzie czy Zachodzie, a prawdy to się i po wyborach Miller z Lepperem nie dowie, chyba że nie założy fundacji Samoobrony do kasowania za Polonię.
 
150 mln złotych przekazał Senat VI  kadencji na pomoc dla Polonii - powiedział marszałek Senatu Borusewicz do blisko 400 gości zaproszonych w tych dniach przez Andrzeja Stelmachowskiego jako tzw. przedstawiciele Polonii.  Bogdan Borusewicz po aresztowaniu w 1968 roku za ulotki ukończył w 1975 roku bez przeszkód historię na Wydziale Nauk Humanistycznych Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, więc może nie wiedzieć, że przebywający na Zachodzie generałowie i oficerowie polscy pozbawieni zostali w 1945 roku obywatelstwa polskiego przez ojców dzisiejszej żydokomuny. Ubowcy w randze konsulów, tacy jak Marceli Reich-Ranicki w Londynie, zajmowali się wtedy odsyłaniem Polaków do Ojczyzny z  rzekomymi listami żelaznymi, które już na pierwszym przesłuchaniu w kraju okazywały się nic nie warte, prowadziły do więzienia, na katorgę i śmierć. W późniejszych latach złoczyńcy ci przechodzili do bardziej wykwintnych zadań, prowadzili np. kapusiów Służby Bezopieczeństwa na salony literackie Europy, jak wspomniany żyd Reich-Ranicki poprowadził za rękę tw. Mirka, czyli Andrzeja Szczypiorskiego. Borusewicz powiedział do 400 uczestników kilkudniowej wycieczki na koszt polskiego podatnika, emeryta i rencisty, że w 1945 r. wielu Polaków przebywających wówczas na Zachodzie "w dramatycznych okolicznościach podejmowało decyzję o pozostaniu za »żelazną kurtyną«", bo magistrowi historii i marszałkowi Senatu nie przyszło przecież na myśl, że polscy żołnierze tacy jak np. Włodzimierz Sznarbachowski z II Korpusu, późniejszy dziennikarz w Monachium, w 1945 roku byli najzwyczajniej w świecie pozbawieni przez żydokomunę obywatelstwa PRL-u, tzn. mieli polskie paszporty przedwojenne, ale te paszporty nie zezwalały im  ma na dylematy, które dopuścił do swej myśli Bogdan Borusewicz.  Komunistyczna rasa władająca Polską nie pozwalała Polakom na podejmowanie samodzielnych decyzji w przedmiocie powrotu do kraju. Zaś w latach siedemdziesiątych ubiegłego stulecia nawet na KUL-u nauka samodzielnego myślenia nie przychodziła łatwo.
 
Jakiego pokroju ludzie pozwalają sobą manipulować przez KOR-owców: Borysewicza i Lecha Kaczyńskiego, kogo zaprosił Stelmachowski na żałosny spęd do Warszawy i Pułtuska, który zaplanowany był przecież dużo wcześniej, niż nieplanowana oficjalnie wcześniej kampania wyborcza PiS-u za państwowe pieniądze, o tym mówią uwagi zamieszczone pod artykułem opublikowanym na forum onetu,  kończące się wezwaniem:  Czytelnikow tego forum, mieszkajacych w Pultusku lub w Warszawie prosilbym o wydrukowanie tego tekstu w formie ulotki i przekazania delegatom na Zjazd Polonii. Niech wiedza z kim siedza przy jednym stole obrad, gdyz byc moze nie wiedza, ze uczestnicza , za sprawa `delegacji z Kanady', w kolejnym `okraglym stole' - tym razem polonijnym.
 
Naiwnych nie sieją w internecie i nie zapraszają na masówkę wspólnotową, która zakończy się podniosłą uroczystością podniesienia zasłużonych dla "Wspólnoty" Stelmachowskiego współpracowników ze świata do rangi zasłużonych działaczy polonijnych i do wręczenia tym zasłużonym dla "Macierzy Wspólnot" ludziom "wawrzynów polonijnych". Kampanię wyborczą PiS-u jednakowo uświetnią w tym dniu i miejscu swoją obecnością: arcybiskup oraz czynny po Sabacie przez parę miesięcy na niewidocznej wtedy, a eksponowanej dzisiaj pozycji prezydent poza krajem.  Uroczystość będzie watykańska i posoborowa, ekumeniczna. Chwytająca za wawrzyny. W końcu chodzi o to, że kto nie głosuje, a namawia Polaków do trzeźwości i bojkotu  żałosnego tańca śmieci, ten nie  musi być do niczego wybierany i nie musi jeść z jednej miski na przyjęciach u elity elit z  Magdalenki.
 
Stan David Ligoń
http://sowa.mypodcast.com/200709_archive.html
Zjazd Polonii w Warszawie - Uwaga na delegacje z Kanady

Download this episode (7 min)   

Nie wiem, jak silne dorobkiem beda delegacje Kongresow Polonijnych z innych krajow ale delegacja Kongresu Kanadyjskiego bedzie miala `bardzo bogaty dorobek' i z pewnoscia powinni sie tym dorobkiem pochwalic, tam na Zjezdzie Polonii w Warszawie.  
My, tu w Kanadzie znamy az nadto dobrze `osiagniecia' czolowych arywistow z Zarzadu Glownego, przybylych sluzbowo wsrod fali emigracji solidarnosciowej.  
Po kolei wiec, czym moze sie pochwalic delegacja Kanadyjskiego Kongresu Polonii w odniesieniu do podanego tematu obrad?
1. Rozwoj polskiej oswiaty za granica. Prezes Lizon powiedzial w wywiadzie telewizyjnym, ze on czyta `drukowane ksiazki' , `gra na akordeonie i spiewa na trzy glosy'i zaleca to innym. We wladzach Kongresu nie ma ani jednej osoby w wieku akademickim ani jednego przedstawiciela sposrod setek polskich naukowcow pracujacych w Kanadzie. Sa natomiast ludzie mieniacy sie byc nauczycielami, wsrod nich wielu z `dorobkiem oswiatowym' z lat piecdziesiatych i `poznego Gomulki'.
2. Obrona dobrego imienia i wizerunku Polakow na swiecie. Obecny Zarzad Glowny Kongresu nie zajal sie ani jednym przypadkiem wypaczania historii i obrazania Polakow przez kanadyjskie media, szczegolnie te, ukazujace sie w Toronto. Robili to natomiast `zwykli ludzie', z wlasnej woli piszac do tych redakcji i domagajac sie sprostowan. Czynily to tez od pewnego czasu placowki dyplomatyczne RP z Ottawy i Toronto. ZG KPK nie udzielil poparcia zadnemu z polonijnych politykow startujacych w wyborach prowincjonalnych i miejskich natomiast wybrali szefem kola`przyjaciol Polski' w parlamencie federalnym socjalistycznego posla z czwartorzednej partii, bedacej bardziej na lewo od polskiego LiD. Przyzwyczajenia jak widac sa druga natura `naszych kanadyjskich delegatow'.
Dodam, ze w parlamencie federalnym Kanady nie ma ani jednego Polaka lub osoby o polskim pochodzeniu, co jak na ponad 800-tysieczna grupe narodowowsci polskiej w 32 milionowym kraju jest kolejnym `osiagnieciem' Kongresu. Obecny ZG KPK- delegaci na Zjazd Polonii- wola bowiem popierac nieswoich socjalistow, co jest kolejnym ich przyzwyczajeniem z przeszlosci, gdy mieszkali w Polsce. Deklaracje kanadyjskiego parlamentu z okazji 80-tej rocznicy odzyskania przez Polske niepodleglosci czytala z koniecznosci poslanka pochodzenia litewskiego. Chyba Bialorus ma wiecej polonijnych poslow niz Kanada a Polska z pewnoscia wiecej poslow niemieckiego pochodzenia.  
3. Duszpasterstwo wsrod Polonii. `Znaczacy' wklad obecnego ZG KPK- delegatow na Zjazd Polonii- w prace duszpasterska wsrod Polonii w Kanadzie, to wybranie szefem `przyjaciol Polski' posla, ktory popierajac zmiane tradycyjnej definicji malzenstwa w uchwalonej przez parlament ustawie powiedzial, ze jest przekonany iz kiedys bedzie prowadzil w kosciele katolickim nauki dla osob tej samej placi wstepujacych w zwiazki malzenskie. Za to zostal niemalze ekskomunikowany przez biskupa diecezji London,Ontario. Tenze sam posel, `przyjaciel Polski', pelni doroczna funkcje marszalka parady `kochajacych inaczej'. O gloszonej przez jego partie prawie do aborcji juz nie wspomne. I takiego posla wzieli do Polski i zorganizowali mu spotkanie z rektorem Katolickiego Uniwerystetu Lubelskiego. Gdy wiec obecny ZG KPK wybieral `przyjacielem Polski' tego posla i obwozil go po Polsce, w Kanadzie ksieza w polskich parafiach organizowali zbiorke podpisow pod petycja o pozostawienie tradycyjnej definicji malzenstwa i `prawa do zycia' od poczecia az do naturalnej smierci.
4. Kultura polska za granica i ochrona naszego dziedzictwa narodowego na obczyznie. Delegaci Kongresu Polonii Kanadyjskiej na Zjazd Polonii- czlonkowie Zarzadu Glownego- zniszczyli inicjatywe inwentaryzacji `Polonikow' na terenie Kanady, czyli spisanie obiektow sakralnych, architektonicznych, cmentarzy, pomnikow, osiagniec naukowych i artystycznych , itp. swiadczacych o wkladzie osadnikow Polskich w historie Kanady i o polskiej kulturze. Przedsiewziecie to mialo byc finansowane przez Trillium Foundation - agende rzadu Ontario. Prezes Lizon wystosowal do Fundacji i do banku pismo domagajac sie zaprzestania finansowania tej inicjatywy! To jest `dorobek' tych , co tam na Zjazd do Warszawy pojechali, to jest ich `dzielo' `ochrony dziedzictwa narodowego na obczyznie'.

5. Ochrony polskich mniejszosci narodowych. Ochrone tych `mniejszosci narodowych' mial chyba na mysli prezes Lizon spotykajac sie z ambasadorem Izraela i bylym juz gensekiem Swiatowego Kongresu Zydow - Singerem, gdy wracali z Polski przez Kanade, po sesji naciskow na polskie wladze o odszkodowanie w postaci 65miliardow dolarow dla Zydow za ich mienie w Polsce.  
6. Wspolpraca z Polonia- sposoby niesienia pomocy Polakom. Tutaj delegaci Kongresu Polonii - czlonkowie Zarzadu Glownego maja `niezwykle znaczace osiagniecia'- zniszczyli bowiem calkowicie funkcjonujaca dotychczas przy Kongresie Fundacje Charytatywna, ktora ofiarnie przez wiele lat prowadzila Dr.Jadwiga Wojtczak. Fundacja ta, z pieniedzy zebranych wsrod Polakow w Kanadzie udzielala bezposredniej pomocy dzieciom polskim na terenach bylego Sojuza az po Kazachstan i Gruzje. Fundacja wspolpracowala rowniez z organizacjami charytatywnymi w Polsce, niosacymi pomoc biednym i chorym dzieciom w Polsce. Doktor Wojtczak, jako doktor habilitowany medycyny, sama, za wlasne pieniadze wyjezdzala na Wschod badajac tam polskie dzieci i udzielajac im niezbednej pierwszej pomocy medycznej. Te wielka prace i wielka inicjatywe `niesienia pomocy Polakom', obecny ZG KPK, a personalnie delegaci na Zjazd Polonii usmiercili skutecznie na amen . Probuja cos tam robic ale, cytujac wypowiedz szefa nowej inicjatywy charytatywnej Kongresu ` polskie dzieci nie potrzebuja juz pomocy, bo to jest gwarantowane przez polski rzad. Pomocy potrzebuja dzieci z krajow Afryki i Azji'. Obecny ZG KPK zbieral tez na pomoc ofiarom zawalonej hali targowej na Slasku- ciekawe, czy chociaz dolara przekazali tam do Polski. Byc moze wiec, ze `delegaci kanadyjscy' pojechali do Warszawy po `pomoc dla Polonii' w nadziei dorwania sie do koryta w postaci marnotrawionych milionow zlotych z kieszeni polskiego podatnika przekazywanych corocznie dla takich `obroncow polskosci', jak oni- weterani niebylych wojen, patrioci bylych systemow i wyznawcy niekatolickich orientacji  

Gwarantuje , ze beda tam w Warszawie bardzo widoczni - tak jak kiedys, gdy dzialali w PZPR, ZSMP, ZSP, CRZZ i byli odpowiedzialni w ramach `ochrony naszego dziedzictwa kulturowego' za rozpijanie studentow w klubie studenckim `Stodola' .

Z pewnoscia delegaci z Kanady nie reprezentuja Polonii Kanadyjskiej, ktora w 98% nie nalezy do organizacji zrzeszonych w Kongresie, a ktora to wiekszosc sama dba o prawidlowe spelnianie wymienionych wyzej `tematow dyskusji' warszawskiego Zjazdu i czyni to z o wiele lepszym skutkiem, sluzacym prawdziwie interesowi Polonii i Polski.
Delegaci kanadyjscy to uzurpatorzy, to czerwony kon trojanski wsrod wielu innych prawdziwie oddanych sprawie polskosci delegatow Polonii z innych krajow, to delegaci, ktorzy na Zjezdzie w Calgary w 2006,uchwalili ZAKAZ LUSTRACJI dla czlonkow naczelnych wladz Kongresu Polonii Kanadyjskiej.

Ocencie wiec sami, co reprezentuja soba ci, co tam pojechali do Warszawy jako
` reprezentacja kanadyjskiej Polonii'.

Czytelnikow tego forum, mieszkajacych w Pultusku lub w Warszawie prosilbym o wydrukowanie tego tekstu w formie ulotki i przekazania delegatom na Zjazd Polonii. Niech wiedza z kim siedza przy jednym stole obrad, gdyz byc moze nie wiedza, ze uczestnicza , za sprawa `delegacji z Kanady', w kolejnym `okraglym stole' - tym razem polonijnym
~Kasztanka Jozefa P., 23.09.2007 20:42
http://wiadomosci.onet.pl/1,15,11,34838933,94685223,4137701,0,forum.html
niedziela, 02 września 2007
Stefan Kosiewski, Tygodnik Polski, 17.3.1997: Kto ma interes w tym, żeby ośmieszać i skłócać polską społeczność w Niemczech?

 

Zakładki:
EU-Fotos
FREUNDE - PRZYJACIELE
IN POLEN - W POLSCE
KOSIEWSKI
Księga - Gästebuch
KULTUR
LITERATUR
Narodowi socjaliści - komuniści - inne
NASZE - UNSERE
POLONIA i Polacy za granicami RP
SOWA
SOWA RADIO
SOWA VIDEO
UNIA & POLSKA
YES - POLAND
kosiewski.