ANGORA, Wochenblatt auf polnisch, Dortmund - Głos Polski, Pismo dla Polaków w RFN, Recklinghausen - KURIER, Hamburg - SOWA, YES-Poland, mmagazyn europejski, Frankfurt am Main
środa, 27 stycznia 2010
Po co powstała warszawska „Wspólnota” i kto nią kierował?(między wierszami dzieła: Wałęsa a SB).

Ryszard Maciejkianiec

(...) z chwilą powołania warszawskiej „Wspólnoty”, przymiotnik „polska” w oficjalnej nazwie od lat przez nas nie jest używany, bowiem jest raczej urągowiskiem wobec polskich i ogólnoludzkich wartości,  kultury, wobec elementarnej porządności i uczciwości. To po objęciu stanowiska przez A. Stelmachowskiego i jego wspólnotowego otoczenia rozpoczęło się naginanie Konstytucji do potrzeb tej warszawskiej zorganizowanej wspólnoty, inwigilowanie i manipulowanie środowiskami Polaków na świecie, ukierunkowywanie ich, szczególnie na Wschodzie, nie na pracę, a  na prowokacje i walki w krajach zamieszkania. Komu tak naprawdę służy ta organizacja wyraźnie dowodzi przyjazd w sierpniu 1999 roku A. Stelmachowskiego do Wilna, aby  bronić Leona Jankielewicza, sekretarza KC zdelegalizowanej na Litwie komunistycznej partii Związku Sowieckiego,  który nigdy jakiejkolwiek działalności polonijnej nie prowadził. Próbowano przy tym wciągnąć do jego obrony nawet Polonię Stanów Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii. Nie skutecznie, na szczęście, tylko dzięki naszej interwencji. Dlatego następny na prośbę apel o łaskę dla sekretarza KC, opublikowany w „Gazecie Wyborczej”, a podpisany przez Marka Edelmana, Jerzego Giedrojcia, Jacka Kuronia, Adama Michnika, Jana Nowaka – Jeziorańskiego i Jana Widackiego przy braku poparcia ze strony Polonii wyglądał co najmniej żałośnie. Również  z warszawskiej „Wspólnoty” sterowano prowokacjami, aby rozbić środowisko polskie na Litwie i udzielano wsparcia działaczom Akcji Wyborczej, którzy napadali na legalny Związek Polaków, by pomóc „Wspólnocie” ukryć wielomilionowe nadużycia przy budowie Domu Polskiego w Wilnie. Przykłady można mnożyć i mnożyć, a pracujący tam nadal „dla dobra Polaków” malwersanci i prowokatorzy jedynie dowodzą, że prowokacji wobec środowisk polskich w krajach ich zamieszkania należy oczekiwać również w przyszłości.

Niestety – tacy ludzie działali i będą działać w otoczeniu sobie podobnych, takimi się będą otaczać i takimi się będą wspierać. Zresztą odpowiedź na to, po co powstała warszawska „Wspólnota” i kto ją kierował można bez większego trudu odnaleźć między wierszami dzieła „Lech Wałęsa a SB. Przyczynek do biografii”.



Na szczęście w tej sprawie przejrzeliśmy na oczy przed ponad dziesięciu laty, co pozwoliło po części uratować część środowiska Polaków na Litwie przed zniwelowaniem do poziomu agentów tej warszawskiej zorganizowanej grupy (...).


Napisane w NaszCzas

czwartek, 14 stycznia 2010
fałszywy Niemiec, fałszywy Polak i prawdziwy żyd: Marek Wojcicki, Wojciech Lewicki, Alexander Zajac w Niemczech
w 1982 r. Marek Wojcicki przedstawił władzom RFN dokumenty fałszywie potwierdzające jego bezsporną przynależność do narodu niemieckiego i został uznany za Niemca, w 2009 r. ten sam żyd przedstawił się za Polaka, szefa Związku Polaków w Niemczech, żeby odebrać pomoc finansową rządu RFN dla Mniejszości Polskiej w Niemczech

Wojciech Lewicki (z pokolenia Levi) podaje się za Polaka, szefa bandy "Konwent Organizacji Polskich" powołanej przez byłego agenta wywiadu PRL, żyda Andrzeja Byrta

Gerhard Gnauck
jest lobbistą mieszkającym na stałe w Warszawie

żydowska firma doradcza Arthur Andersen, dla którego Wojcicki pracował, została uznana za współwinną ogromnych fałszerstw finansowych w USA (ENRON scandal)


http://galeriapies.blox.pl/resource/Polonia_in_Deutschland_DW_20100112_DWBEHP_4.pdf

Brüssel am 1.Oktober 2009 FUEV Bruksela 1.10.2009 Stefan Kosiewski

Stefan Kosiewski:
(...) na jubileuszowym zjeździe organizacji przedstawicieli mniejszości narodowych w Europie FUEN/ FUEV dowiedziałem się o (...)
http://galeriapies.blox.pl/html/1310721,262146,21.html?252354



----- Original Message -----
From: Jan Polak
Sent: Friday, January 08, 2010 12:19 PM
Subject: RE: Alexander Zajac

Dziekuje  SOWA za info o p. Zajac A.
Kiedy ta targowica sie skonczy w PL, za 200 lat?



From: sowa-frankfurt@t-online.de
To:
Subject: Alexander Zajac
Date: Fri, 8 Jan 2010 03:07:56 +0100

http://groups.google.com/group/sowa-frankfurt/msg/12db5f2f15035e54
z pozdr. sk
 

Hallo Kol. Przew. BV Kajzer,

 

wycofuje sie z dzialanosci w Zeszeniu Pol. Inz. i Technikow w Niemczech, poniewaz jest to dzialnosc nie czysto techniczna.

www.konferencja.de  www.pol-ing-de

 

Po rozliczeniu sie BV za rok 2008 i 2009 zrezygnuje z dzialnosci i czlonkostwa w BV.

Z przykroscia ale tak postanowilem, pragne pozostac w dzialanosci innej ale czysto technicznej.

 

Pozdrawiam

 

Jan Polak

Berlin

BV Komisja Rewizyjna

08-01.2010
 

> Date: Thu, 7 Jan 2010 23:00:02 +0100
> From: a.kajzer@...
> Subject: Re: RE: Spotkanie Zarzadu 25.01.2010.
> To: japolkopernikus@hotmail.com
>
> Jan nawet jako techniczny nie da sie byc apolitycznym.
>
> Zanim zaczniesz cokolwiek pisac i podejrzewac odczekaj.
> Nic nie bede wyjasnial i zadnego problemu przedstawial, nie mam na to czasu.
> Jesli masz problem rozwiaz go sobie sam.
>
> Alek Zajac pomogl nam napisac i zlozyc wniosek o dofinansowanie Konferencji a wlasciwie zrobil to za nas.
> Jestem mu za to bardzo wdzieczny. Nic wiecej nie mam do dodania.
>
> Pozdrawiam
>
> Andrzej


From: sowa-frankfurt@t-online.de
Subject: Panie Kajzer, Pan atakuje Czlowieka, ktory mial prawo dokonac kontroli Pana dzialania, a wspanialomyslnie i szlachetnie zrezygnowal z tego.
Date: Fri, 15 Jan 2010 16:22:56 +0100

Szanowny Panie Kajzer,
 
zanim Pan zacznie rozsylac nastepne adresy a potem domagac sie, zeby ktos wyrzucal te adresy ze swojego rozdzielnika,
moze Pan podda sie do dymisji w tym stowarzyszeniu technikow, kttore kompromituje Pan swoim dzialaniem.
 
Przewodniczacy Komisji Rewizyjnej ma bowiem obowiazek kontrolowac dzialanie Zarzadu i wystapic z wnioskiem o odwolanie Zarzadu.
Nie zyjemy w czasach Hitlera, zeby Przewodniczacy Komisji Rewizyjnej musial ustepowac ze stanowiska po wykryciu nieprawidlowosci w dzialaniu Zarzadu swojej organizacji.
 
Jaki punkt statutu Pana organizacji zabrania przekazywania mediom korespondencji internetowej miedzy czlonkami organizacji?
 
Pan atakuje Czlowieka, ktory mial prawo dokonac kontroli Pana dzialania, a wspanialomyslnie i szlachetnie zrezygnowal z tego.
 
Pan zarzuca komus innemu, ze moderuje swojego bloga. A co w tym zlego?
Mioderowanie pozwala unikac wpisow dokonywanych przez pederastow i zydokomunistow.
Katolicy odsiewaja ziarno od plew, a Polacy gowno od chleba.
 
Z Panem Bogiem
red. techn.

Uprzejmie informuję, że w dniach 15  - 31.01.10 przebywam na urlopie.

W pilnych sprawach proszę kontaktować się z Panią Bogumiłą Gogacz.
gogacz@nw.senat.gov.pl

----- Original Message ----- Sent: Friday, January 15, 2010 1:31 AM
wtorek, 05 stycznia 2010
Mniejszość Polska w Niemczech. Dzielenie i rządzenie, antypolskie chwyty. Tekla Stańczyk i Stefan Kosiewski, rozmowa.
Brüssel am 1.Oktober 2009 FUEV Bruksela 1.10.2009 Stefan Kosiewski

Tekla Stańczyk:

We "Frankfurter Allgemeine Zeitung" ukazał się 1 stycznia artykuł zapowiadający rozwiązanie problemu mniejszosci polskiej w Niemczech w pragmatyczny sposób. Za pomocą niemieckich pieniędzy, które mają otrzymać na prowadzenie swojego biura w Berlinie polskojęzyczni aktywiści  popierani przez Ambasadę RP a także zadeklarowania bliżej nieokreślonego poparcia strony niemieckiej dla naczania języka polskiego w Niemczech.
 
- Czy Polacy żyjący w Niemczech, zrzeszeni w przeróżnych organizacjach, a jako grupa etniczna nie uznawani przez stronę niemiecka za mniejszość narodową w Republice Federalnej Niemiec, mogą spodziewać się poprawy  swojej sytuacji po rozwiązaniach, które zapowiada wspomniany artykuł prasowy?
Czego nowego i dobrego dla Polaków w Niemczech spodziewają sie w 2010 roku prowadzone przez pana organizacje: Polskie Stowarzyszenie Szkolne "Oświata" i Polnisches Kulturzentrum we Frankfucie nad Menem?

Stefan Kosiewski:
 
Dzisiejsza prasa w Niemczech donosi o wycofaniu personelu dyplomatycznego Stanów Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii z Jemenu i Somalii oraz o zamiarze wystartowania przez oba te światowe mocarstwa atomowe nowej  militarnej ofensywy antyterrorystycznej, co w rocznicę izraelskiej ofensywy w Gazie zapowiada zmiany w polityce zagranicznej Warszawy i Berlina. Można się spodziewać, że polscy żołnierze niemieckimi samolotami dostarczani będą wkrótce do Afryki i na Półwysep Arabski, by rękami rządu Donalda Tuska zrealizować cel polityczny i marzenie braci Kaczyńskich o sojuszu gruzińsko-żydowsko-polskim. 
Taka polityka prowadzić będzie do pogrążania Polski w dalsze zacieśnianie sojuszy, zwiększanie zaangażowania militarnego Polski na wszystkich frontach świata i do zwiększanie zadłużenia państwa polskiego. Nie są to rzeczy dobre ani dla świata, ani dla Polaków.
 
Wasalizacja polityki zagranicznej Rzeczypospolitej Polskiej przestaje być groteskowa, a jest już po prostu okrutnie śmieszna jak tragiczne i żałosne były zabiegi polityków w Polsce o realizację offsetu  przyrzeczonego przez USA oraz o instalację tarczy. Wyjaśnianie ludziom przez polityków  zarówno w Niemczech jak i w Polsce, że zamierzone rzekomo zakończenie wojny w Afganistanie wymaga wysłania tam kilku tysięcy dodatkowych żołnierzy z karabinami jest perwersyjne, jak grzeszna była aktywność półmilionowego kontyngentu wojskowego USA we Wietnamie.
A przecież Wietnam Południowy był wielokrotnie mniejszy terytorianie od: Afganistanu, Somalii i Jemenu, żeby nie wspominać już o terenach Iraku i Strefy Gazy. Ile milionów żołnierzy będą chcieli więc wysłać z Europy do Afryki politycy inspirowani przez prezydenta Obamę?
 
Tekla Stańczyk:
 
To jest odniesienie do szerszego tła politycznego działań rządów Warszawy i Berlina, które zawarły w 1991 roku Traktat o przyjaźni/ Freundschaftsvertrag zapowiadający Polakom w Niemczech m.in. takie dobrodziejstwa jak możliwość używania swojego języka ojczystego w kontaktach z urzędami?
- Czy rodzice polskich dzieci urodzonych w Niemczech i mówiących w domach po polsku mogą zwracać się do Urzędów Szkolnych w swoim języku ojczystym? Czy mogą po blisko 20 latach obowiązywania Traktatu polsko-niemieckiego korzystać chociażby z tego jednego zobowiązania traktatowego? 
 
Stefan Kosiewski:
 
- Dobrze pani wie, że zobowiązania traktatowe nijak się miały do tzw. rzeczywistości zarówno w Polsce jak i w Niemczech, przed podpisaniem wspomnianej umowy, po podpisaniu, przed dwudziestu laty, wczoraj i dziś.
Traktat powstał niejako na marginesie działań politycznych wielkich mocarstw w stosunku do dwóch państw niemieckich i jako pomysł Krzysztofa Skubiszewskiego na zaistnienie polskiego rządu w nowej konfiguracji europejskiej. Skubiszewski w najwyższym chyba stopniu wtajemniczony był wówczas w kręgach zachodnich (Tygodnik Powszechny podniecał wtedy swoich czytelników informacją o członkostwie Skubiszewskiego w jakimś ezoterycznym towarzystwie w Szwajcarii, czy Francji). Rząd RFN nie przywiązywał w zasadzie uwagi do zapisów traktatowych, nie wyrażał zainteresowania przebiegiem rokowań traktatowych, jeżeli takowe były, nie prowadzono w tej sprawie żadnych konsultacji społecznych ani w Niemczech, ani w Polsce. Ani przed spisaniem tej umowy, ani po 10 latach, przed możliwością renegocjacji, poprawienia błędów w konstrukcjach intelektualnych Skubiszewskiego i Stelmachowskiego, który - przypomnijmy - uwiecznił się także i przy tej okazji nie tylko na fotografiach, w towarzystwie Kohla i Mazowieckiego.  Nie zwracało się do nas z żadnym zapytaniem Ministerstwo Spraw Zagranicznych w Warszawie także przed wysłaniem przez Ministra Sikorskiego kontrowersyjnego Aide-Mémoire rządowi w Berlinie w grudniu ubiegłego roku.
 
Tyle o tzw. wielkiej polityce, a wracając do wielu problemów Polaków w Niemczech powiem krótko: żadnego z najmniejszych nawet naszych problemów Traktat ten nie mógł pomóc rozwiązać, bo był rezultatem efekciarskiego politykierstwa, a nie był konkretną odpowiedzią na realne potrzeby polityczne. Rodzice polskich dzieci mogą więc zwracać się w Niemczech do Urzędów Szkolnych w polskim języku ojczystym, jak mówi stosowny zapis traktatowy, ale jak mówi moje ponad 27-letnie doświadczenie w Niemczech i przysłowiowy zdrowy rozum, tak samo nie  zostaną zrozumiani przez niemieckich urzędników jak nie jest powszechnie zrozumiały w Niemczech język ojczysty kenijskiej rodziny Baraka Obamy.
 
Tekla Stańczyk:
 
Wspomniał pan o kontrowersyjnym piśmie Ministra Sikorskiego z grudnia ubiegłego roku; na czym polega ta kontrowersyjność?
 
Stefan Kosiewski:
 
Kontrowersyjny charakter działań podejmowanych przez rząd w Warszawie daje się odczytać chociażby z braku woli politycznej Warszawy do użycia w stosunku do Polaków w Niemczech określenia: mniejszość narodowa. Jeżeli Radek Sikorski nie używa w swoim języku politycznym tego określenia w stosunku do Polaków takich jak ja, to dla mnie jest on kontrowersyjną postacią polityczną.
Minister Spraw Zagranicznych Rzeczypospolitej Polskiej powinien chyba wreszcie zaprzestać prowadzenia antypolskiej polityki w stosunku do Polaków i Polonii w Ameryce Południowej, na Białorusi i w Niemczech. Tego Polacy na całym świecie oczekują od rządu w Warszawie.
 
Trzymając się konkretów i naszego w Niemczech podwórka: Ambasada w Berlinie wciąż uznaje za wyłączną reprezentację Polaków w Niemczech kilkuosobową bandę wyznaczoną do tej roli przez byłego agenta wywiadu PRL-u i byłego ambasadora RP w RFN dra Andrzeja Byrta. Banda ta występuje jako tzw. Konvent Polonii w Niemczech i za zgodą Ambasady RP decyduje o podziale kilkuset tysięcy euro przyznawanych rokrocznie na tzw. projekty kulturalne realizowane przez organizacje polonijne. W zdecydowanej większości środki te trafiają od lat nie do Polaków, lecz do rąk osób, które osiedliły się w RFN wykazując swoją bezsporną przynależność do narodu niemieckiego, lub mają żydowskie pochodzenie narodowe. A przypomnijmy, że żydzi w Niemczech zorganizowani są w Gminach żydowskich, które otrzymują wszechstronną pomoc i zdarzało się tak, że te same osoby działały jednocześnie w Gminie żydowskiej w Kolonii i uchodziły na salonach Konsulatu RP za polonijnych działaczy. Właśnie z takich działaczy Andrzej Byrt powołał nie posiadającą osobowości prawnej bandę używającą nazwy Konwent Organizacji Polskich, czy polonijnych w Niemczech.
Tagi: Kosiewski
03:15, kulturzentrum , FUEV/ FUEN
Link Komentarze (1) »
Tekla Stańczyk:
 
Andrzej Byrt nie jest już od kilku lat ambasadorem, a członkowie Konwentu składają się jednak z przewodniczących legalnie działających w Niemczech organizacji, takich jak Związki Polaków "Rodło" i "Zgoda".
 
Stefan Kosiewski:
 
Istotnie mamy w Niemczech nowego Ambasadora, lecz dyskryminująca Polaków w Niemczech, antypolska polityka MSZ w Warszawie, prowadzona jest w taki sam, zawstydzający sposób jak za dawnych, niedobrych lat. Protestowaliśmy wielokrotnie przeciwko temu i nie ustaniemy w protestach, bo nie chodzi o to, że Alexander Zajac, który podawał się niegdyś za działacza polonijnego przy parafii św. Wojciecha Polskiej Misji Katolickiej w  Aachen, porzucił to środowisko polonijne, by przenieść się wraz z Ambasadą do Berlina, by tam pozostawać do dyspozycji urzędników ambasady, jak choćby w pierwszych dniach grudnia ubiegłego roku, kiedy wspomniane  Aide-Mémoire Ministra Sikorskiego poprzedzone zostało nagłośnionym przez prasę w Polsce, a nie mającym żadnego znaczenia politycznego spotkaniem Zajaca z przedstawicielami komitetu doradczego RE, który opracowuje raport nt. przestrzegania przez Niemcy Konwencji Ramowej RE o ochronie mniejszosci narodowych.
 
Niemcy przestrzegają na ogół wszelkich konwencji, które tylko podpisują i będzie to wkrótce mógł zaświadczyć nie tyle jakiś niemiecki minister, co sam Minister Radosław Sikorski, a to m.in. dzięki temu, że członkowie Konwentu, Zajac i jemu podobni koledzy, pracują na rzecz dobrego imienia rządu niemieckiego w świecie, a nie interesuje ich los Polaka w Niemczech. Przekonałem się o tym osobiście w Brukseli 1 października 2009 roku, kiedy to na jubileuszowym zjeździe organizacji przedstawicieli mniejszości narodowych w Europie FUEN/ FUEV dowiedziałem się o przyjęciu do tej organizacji, finansowanej głównie ze środków niemieckiego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, Związku Polaków spod znaku Rodła.  Przedstawiono mi nowego prezesa Rodła, Marka Woycickiego, o którego dotychczasowej działalności polonijnej nic nie słyszałem, więc zapytałem go, skąd on jest, z jakiej Gromady Związku Polaków w Niemczech? Odpowiedział, że jest z Frankfurtu nad Menem. Wyraziłem więc swoje zrozumiałe zdziwienie i zainteresowanie, gdyż to ja jestem od lat członkiem Gromady ZPwN Frankfurt (wstąpiłem przed laty tylko i wyłącznie po to, by pomóc śp. pani Balińskiej w działaniach integrujących nasze lokalne środowisko) a poza panem Bochynkiem i kilkoma innymi osobami, które współuczestniczyły przed laty w naszych wspólnych projektach (m.in. realizacji kilku audycji telewizyjnych dla programu "Offener Kanal")  nie poznałem niestety dotąd żadnych nowych członków Oddziału. A tu pod nosem niejako wyrósł mi nowy prezes, członek Konwentu prowadzonego przez Ambasadę i zaliczonego już przez finansowany z Berlina FUEN do przedstawicieli mniejszości narodowych w Niemczech.
 
Zapytałem więc pana Woycickiego o wewnętrzne sprawy związkowe, o trudności związane z osobą poprzedniego prezesa Rodła; wspomniałem przy tym, że pragnąc zachować swoje zwykłe członkowstwo w ZPwN nigdy nie miałem i nie mam ambicji pełnienia żadnej funkcji z wiadomego powszechnie powodu: dosyć mam już  innych, społecznych zajęć. Na moje pytanie o działalność Oddziału Frankfurt Pan Woycicki odparł, że Oddział Frankfurt nie istnieje.  Jak to nie istnieje - zaoponowałem: a Pan Bochynek, a ja?
Na co mój rozmówca odrzekł, iż wkrótce powoła jakąś niezależną firmę, która zajmie się ustalaniem listy członków Związku Polaków w Niemczech i przesłaniem jej do Sądu Rejestracyjnego w Bochum.
 
Nie kryłem swojego zdziwienia: Jak to? Zamierza pan zapłacić jakimś żydom za to, żeby oni zajęli się ustalaniem tego, kto jest, a kto nie jest członkiem Związku Polaków w Niemczech? Nie mogłem pojąć źródeł tych intencji i dlatego zapytałem też: a kim pan właściwie jest? Polakiem, czy żydem? Marek Woycicki nie uważał za stosowne odpowiedzieć Polakowi, członkowi Związku Polaków w Niemczech na postawione mu, proste pytanie. Odszedł od stolika w hotelu Conrad, w którym miała miejsce ta rozmowa.  Mówię o tym wydarzeniu dlatego, że znam działalność Odziałów ZPwN w kilku innych miastach niż Frankfurt i jestem przekonany, że członkowie Związku, Polacy w Mannheim, Hamburgu, Berlinie, Monachium, czy Bochum mogą być zainteresowani niepokojącymi działaniami, nie zapowiadającymi żadnej przyszłości politycznej dla pana Woycickiego ale i nie wróżących też nic dobrego dla Związku, w którym Polak Polakowi bratem, jak mówi zasadnicza Prawda Polaków w Niemczech.
 
Tekla Stańczyk:
 
Woycicki był szefem Insytutu Kultury Polskiej w Lipsku...
 
Stefan Kosiewski:
 
To Kazimierz Woycicki; kim ten, na marginesie mówiąc, nie był: dziennikarzem w PRL-u, Dyrektorem Instytutu, potem Dyrektorem IPN-u w Szczecinie, swoje zrobił. Też kontrowersyjna postać. Dla mnie chociażby dlatego, że publicznie opowiedział się na jakimś kongresie za całkowitym wstrzymaniem pomocy rządu niemieckiego dla organizacji polskich w Niemczech. Ja nie słyszem osobiście o żadnym Polaku, który by się opowiadał za wstrzymaniem pomocy finansowej udzielanej przez rząd niemiecki dla żydowskich obywateli. Dlatego też ten człowiek był i pozostał dla mnie postacią kontrowersyjną, a jeśli jeszcze on się podaje za członka jakiejś nieformalnej jak Konvent "Copernicus Gruppe", wspólnie z Dyrektorem Deutsches-Polen Institut w Darmstadt, by wygłaszać publicznie sądy mające uchodzić za miarodajne dla polityki, to ja dziekuję za te tzw. nieformalne autorytety i pozostaję przy szacunku dla przedstawicieli podmiotów rzeczywistych, istniejących w odpowiednich rejestrach sądowych, weryfikowalnych przez machanizmy demokratyczne.  Nie możemy się zgodzić na to, żeby polityka międzynarodowa w Europie schodziła na psy.
 
Tekla Stańczyk:
 
Czy wobec tego nie należy brać tych pieniędzy, które rząd niemiecki chce przeznaczyć na biuro Konwentu w Berlinie?
 
Stefan Kosiewski:
 
Jeżeli jeden chce dać, a drugi jest gotów pobrać to, co mu się daje, to trzeci nie jest uczestnikiem tej transakcji. Rząd niemiecki dawał już pieniądze na urządzenie biura dla tzw. Polskiej Rady w Niemczech i nie tylko nazwisko Marchwiński utarzało się przy okazji w błocie rozliczeń i pomówień. Z tego, co wiem funkcję odbiorcy w tzw. Bundesverband Polnischer Rat przejął po redaktorze Marchwińskim (z Wolnej Europy) właśnie Alexander Zając, na jego adres Ministerstwo Spraw Wewnętrznych wysyłało z Bonn wezwania do rozliczenia się chyba z jakichś 40 tys. DM. Jeżeli wtedy się rozliczył, to pewnie będzie umiał się rozliczyć i z kolejnych pieniędzy. Nie tylko przed ludźmi, ale i przed Bogiem. Historia Kościoła Katolickiego wspomina w zaraniach Apostoła, który nie umiał sobie poradzić z balastem rozliczeń. Katolicy wspominają tragiczne doświadczenie Judasza także po to, żeby umacniać się w swojej wierze.  Tymczasem główny problem Polskiej Misji Katolickiej w Niemczech wydaje się być w tym, że zawładnął tą instytucję kościelną neokatechumenat w osobach działaczy tzw. Rad Parafialnych. Są to osoby przyjmujące chrzest w wieku dorosłym, jak ostatnio w Polsce Ludwik Dorn, a Polacy w Niemczech nie mają niestety wykształconych właściwych sposobów reagowania na podobne zjawiska także dlatego, że m.in. hierarchia Kościoła Katolickiego w Polsce  nie odpowiada na nasze wezwania o lustrację księży PMK i działaczy tych Rad Parafialnych pod kątem ich współpracy ze Służbą Bezpieczeństwa.  W tej materii także mam szereg osobistych spostrzerzeń, ale może uwagami na ten temat podzielimysi przy innej okazji.
 
Tekla Stańczyk:
 
Zapowiadane jest na styczeń spotkanie Konwentu oraz przedstawicieli mniejszości niemieckiej w Polsce z przedstawicielami obu rządów. Mówi się, że być może Niemcy gotowi są uznać przynajmniej część polskiej grupy w Niemczech za mniejszość narodową. Wskazuje się na rolę, jaką może mieć w tym do odegrania właśnie Związek Polaków w Niemczech zarejestrowany w Bochum.  Czy byłoby to częściowe zwycięstwo Polaków w Niemczech?
 
Stefan Kosiewski:
 
Skłócenie, podzielenie Polaków w Niemczech było stałym celem działania antypolskiej Służby Bezpieczeństwa i zajęciem dla jej agentów. Podzielenie organizacji polskich w Niemczech na stowarzyszenia finansowane przez rządy i na organizacje, którym odmawia się jakiejkolwiek pomocy jest działaniem jawnie antypolskim. Nie wyobrażam sobie, żeby jakikolwiek minister Rzeczypospolitej Polskiej mógł pochwalać destrukcyjną działalność, czy też udawać, że nie dostrzega docierających doń, alarmujących, ostrzegawczych sygnałów.
 
Zapowiadane jest rozbijanie mniejszości polskiej w Niemczech na mniejsze grupki, dzielenie i radzenie sobie przez niepolskich polityków z niewygodnym problemem kilkumilionowej już obecności polskiej w Niemczech na stary sposób, a rząd w Warszawie nie używa nawet w oficjalnym swoim języku pojęcia: mniejszość polska.  Brak odpowiedniego myślenia zastępuje się grymasami: oto posłanka Steinbach ulega grymasom braci Kaczyńskich i Radia Maryja. Neokatechumenat w Polsce może triumfować, podniesie się punktacja w rankingu kandydatów na polityków, tzn ludzi, którzy z wieczystego kandydowania i nic nierobienia po wyborach uczynili sobie w Polsce profesję.
 
O fałszywych kapłanach Pan Jezus mówił jako o wilkach ubierających się w owcze skóry i przestrzegał przed takimi. Fałszywe kroki w polityce są krokami króla, który przechwala się nowymi szatami, a łazi po staremu z gołą dupą po świecie. Poeta przestrzega przed baranami, którzy gotowi są postępować w każdym orszaku, żeby tylko móc przy tym zarobić, a gotowi są nawet powtykać sobie tu i ówdzie, nie tylko w czapki i kapelusze,  nieswoje piórka.
 
Tekla Stańczyk:

Dziękuję za rozmowę.

Tagi: Kosiewski
03:14, kulturzentrum , FUEV/ FUEN
Link Dodaj komentarz »
Zakładki:
EU-Fotos
FREUNDE - PRZYJACIELE
IN POLEN - W POLSCE
KOSIEWSKI
Księga - Gästebuch
KULTUR
LITERATUR
Narodowi socjaliści - komuniści - inne
NASZE - UNSERE
POLONIA i Polacy za granicami RP
SOWA
SOWA RADIO
SOWA VIDEO
UNIA & POLSKA
YES - POLAND
kosiewski.