|
Blog > Komentarze do wpisu
Tekla Stańczyk:
Andrzej Byrt nie jest już od kilku lat ambasadorem, a
członkowie Konwentu składają się jednak z przewodniczących legalnie działających
w Niemczech organizacji, takich jak Związki Polaków "Rodło" i "Zgoda".
Stefan Kosiewski:
Istotnie mamy w Niemczech nowego Ambasadora, lecz
dyskryminująca Polaków w Niemczech, antypolska polityka MSZ w Warszawie,
prowadzona jest w taki sam, zawstydzający sposób jak za dawnych, niedobrych lat.
Protestowaliśmy wielokrotnie przeciwko temu i nie ustaniemy w protestach, bo nie
chodzi o to, że Alexander Zajac, który podawał się niegdyś za działacza
polonijnego przy parafii św. Wojciecha Polskiej Misji Katolickiej w Aachen,
porzucił to środowisko polonijne, by przenieść się wraz z Ambasadą do Berlina,
by tam pozostawać do dyspozycji urzędników ambasady, jak choćby w pierwszych
dniach grudnia ubiegłego roku, kiedy wspomniane Aide-Mémoire Ministra
Sikorskiego poprzedzone zostało nagłośnionym przez prasę w Polsce, a nie mającym
żadnego znaczenia politycznego spotkaniem Zajaca z przedstawicielami komitetu
doradczego RE, który opracowuje raport nt. przestrzegania przez Niemcy Konwencji
Ramowej RE o ochronie mniejszosci narodowych.
Niemcy przestrzegają na ogół wszelkich konwencji, które
tylko podpisują i będzie to wkrótce mógł zaświadczyć nie tyle jakiś niemiecki
minister, co sam Minister Radosław Sikorski, a to m.in. dzięki temu, że
członkowie Konwentu, Zajac i jemu podobni koledzy, pracują na rzecz dobrego
imienia rządu niemieckiego w świecie, a nie interesuje ich los Polaka w
Niemczech. Przekonałem się o tym osobiście w Brukseli 1 października 2009 roku,
kiedy to na jubileuszowym zjeździe organizacji przedstawicieli mniejszości
narodowych w Europie FUEN/ FUEV dowiedziałem się o przyjęciu do tej organizacji,
finansowanej głównie ze środków niemieckiego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych,
Związku Polaków spod znaku Rodła. Przedstawiono mi nowego prezesa Rodła, Marka
Woycickiego, o którego dotychczasowej działalności polonijnej nic nie słyszałem,
więc zapytałem go, skąd on jest, z jakiej Gromady Związku Polaków w Niemczech?
Odpowiedział, że jest z Frankfurtu nad Menem. Wyraziłem więc swoje zrozumiałe
zdziwienie i zainteresowanie, gdyż to ja jestem od lat członkiem Gromady ZPwN
Frankfurt (wstąpiłem przed laty tylko i wyłącznie po to, by pomóc śp. pani
Balińskiej w działaniach integrujących nasze lokalne środowisko) a poza panem
Bochynkiem i kilkoma innymi osobami, które współuczestniczyły przed laty w
naszych wspólnych projektach (m.in. realizacji kilku audycji telewizyjnych dla
programu "Offener Kanal") nie poznałem niestety dotąd żadnych nowych członków
Oddziału. A tu pod nosem niejako wyrósł mi nowy prezes, członek Konwentu
prowadzonego przez Ambasadę i zaliczonego już przez finansowany z Berlina FUEN
do przedstawicieli mniejszości narodowych w Niemczech.
Zapytałem więc pana Woycickiego o wewnętrzne sprawy
związkowe, o trudności związane z osobą poprzedniego prezesa Rodła; wspomniałem
przy tym, że pragnąc zachować swoje zwykłe członkowstwo w ZPwN nigdy nie miałem
i nie mam ambicji pełnienia żadnej funkcji z wiadomego powszechnie powodu: dosyć
mam już innych, społecznych zajęć. Na moje pytanie o działalność Oddziału
Frankfurt Pan Woycicki odparł, że Oddział Frankfurt nie istnieje. Jak to nie
istnieje - zaoponowałem: a Pan Bochynek, a ja?
Na co mój rozmówca odrzekł, iż
wkrótce powoła jakąś niezależną firmę, która zajmie się ustalaniem listy
członków Związku Polaków w Niemczech i przesłaniem jej do Sądu Rejestracyjnego w
Bochum.
Nie kryłem swojego zdziwienia: Jak to? Zamierza pan
zapłacić jakimś żydom za to, żeby oni zajęli się ustalaniem tego, kto jest, a
kto nie jest członkiem Związku Polaków w Niemczech? Nie mogłem pojąć źródeł tych
intencji i dlatego zapytałem też: a kim pan właściwie jest? Polakiem, czy żydem?
Marek Woycicki nie uważał za stosowne odpowiedzieć Polakowi, członkowi Związku
Polaków w Niemczech na postawione mu, proste pytanie. Odszedł od stolika w
hotelu Conrad, w którym miała miejsce ta rozmowa. Mówię o tym wydarzeniu
dlatego, że znam działalność Odziałów ZPwN w kilku innych miastach niż Frankfurt
i jestem przekonany, że członkowie Związku, Polacy w Mannheim, Hamburgu,
Berlinie, Monachium, czy Bochum mogą być zainteresowani niepokojącymi
działaniami, nie zapowiadającymi żadnej przyszłości politycznej dla pana
Woycickiego ale i nie wróżących też nic dobrego dla Związku, w którym Polak
Polakowi bratem, jak mówi zasadnicza Prawda Polaków w Niemczech.
Tekla Stańczyk:
Woycicki był szefem Insytutu Kultury Polskiej w
Lipsku...
Stefan Kosiewski:
To Kazimierz Woycicki; kim ten, na marginesie mówiąc,
nie był: dziennikarzem w PRL-u, Dyrektorem Instytutu, potem Dyrektorem IPN-u w
Szczecinie, swoje zrobił. Też kontrowersyjna postać. Dla mnie chociażby dlatego,
że publicznie opowiedział się na jakimś kongresie za całkowitym wstrzymaniem
pomocy rządu niemieckiego dla organizacji polskich w Niemczech. Ja nie słyszem
osobiście o żadnym Polaku, który by się opowiadał za wstrzymaniem pomocy
finansowej udzielanej przez rząd niemiecki dla żydowskich obywateli. Dlatego też
ten człowiek był i pozostał dla mnie postacią kontrowersyjną, a jeśli jeszcze on
się podaje za członka jakiejś nieformalnej jak Konvent "Copernicus Gruppe",
wspólnie z Dyrektorem Deutsches-Polen Institut w Darmstadt, by wygłaszać
publicznie sądy mające uchodzić za miarodajne dla polityki, to ja dziekuję za te
tzw. nieformalne autorytety i pozostaję przy szacunku dla przedstawicieli
podmiotów rzeczywistych, istniejących w odpowiednich rejestrach sądowych,
weryfikowalnych przez machanizmy demokratyczne. Nie możemy się zgodzić na to,
żeby polityka międzynarodowa w Europie schodziła na psy.
Tekla Stańczyk:
Czy wobec tego nie należy brać tych pieniędzy, które
rząd niemiecki chce przeznaczyć na biuro Konwentu w Berlinie?
Stefan Kosiewski:
Jeżeli jeden chce dać, a drugi jest gotów pobrać to, co
mu się daje, to trzeci nie jest uczestnikiem tej transakcji. Rząd niemiecki
dawał już pieniądze na urządzenie biura dla tzw. Polskiej Rady w Niemczech i nie
tylko nazwisko Marchwiński utarzało się przy okazji w błocie rozliczeń i
pomówień. Z tego, co wiem funkcję odbiorcy w tzw. Bundesverband Polnischer Rat
przejął po redaktorze Marchwińskim (z Wolnej Europy) właśnie Alexander Zając, na
jego adres Ministerstwo Spraw Wewnętrznych wysyłało z Bonn wezwania do
rozliczenia się chyba z jakichś 40 tys. DM. Jeżeli wtedy się rozliczył, to
pewnie będzie umiał się rozliczyć i z kolejnych pieniędzy. Nie tylko przed
ludźmi, ale i przed Bogiem. Historia Kościoła Katolickiego wspomina w zaraniach
Apostoła, który nie umiał sobie poradzić z balastem rozliczeń. Katolicy
wspominają tragiczne doświadczenie Judasza także po to, żeby umacniać się w
swojej wierze. Tymczasem główny problem Polskiej Misji Katolickiej w Niemczech
wydaje się być w tym, że zawładnął tą instytucję kościelną neokatechumenat w
osobach działaczy tzw. Rad Parafialnych. Są to osoby przyjmujące chrzest w wieku
dorosłym, jak ostatnio w Polsce Ludwik Dorn, a Polacy w Niemczech nie mają
niestety wykształconych właściwych sposobów reagowania na podobne zjawiska także
dlatego, że m.in. hierarchia Kościoła Katolickiego w Polsce nie odpowiada na
nasze wezwania o lustrację księży PMK i działaczy tych Rad Parafialnych pod
kątem ich współpracy ze Służbą Bezpieczeństwa. W tej materii także mam szereg
osobistych spostrzerzeń, ale może uwagami na ten temat podzielimysi przy innej
okazji.
Tekla Stańczyk:
Zapowiadane jest na styczeń spotkanie Konwentu oraz
przedstawicieli mniejszości niemieckiej w Polsce z przedstawicielami obu rządów.
Mówi się, że być może Niemcy gotowi są uznać przynajmniej część polskiej grupy w
Niemczech za mniejszość narodową. Wskazuje się na rolę, jaką może mieć w tym do
odegrania właśnie Związek Polaków w Niemczech zarejestrowany w Bochum. Czy
byłoby to częściowe zwycięstwo Polaków w Niemczech?
Stefan Kosiewski:
Skłócenie, podzielenie Polaków w Niemczech było stałym
celem działania antypolskiej Służby Bezpieczeństwa i zajęciem dla jej agentów.
Podzielenie organizacji polskich w Niemczech na stowarzyszenia finansowane przez
rządy i na organizacje, którym odmawia się jakiejkolwiek pomocy jest działaniem
jawnie antypolskim. Nie wyobrażam sobie, żeby jakikolwiek minister
Rzeczypospolitej Polskiej mógł pochwalać destrukcyjną działalność, czy też
udawać, że nie dostrzega docierających doń, alarmujących,
ostrzegawczych sygnałów.
Zapowiadane jest rozbijanie mniejszości polskiej w
Niemczech na mniejsze grupki, dzielenie i radzenie sobie przez niepolskich
polityków z niewygodnym problemem kilkumilionowej już obecności polskiej w
Niemczech na stary sposób, a rząd w Warszawie nie używa nawet w oficjalnym swoim
języku pojęcia: mniejszość polska. Brak odpowiedniego myślenia zastępuje się
grymasami: oto posłanka Steinbach ulega grymasom braci Kaczyńskich i Radia
Maryja. Neokatechumenat w Polsce może triumfować, podniesie się punktacja w
rankingu kandydatów na polityków, tzn ludzi, którzy z wieczystego kandydowania i
nic nierobienia po wyborach uczynili sobie w Polsce profesję.
O fałszywych kapłanach Pan Jezus mówił jako o wilkach
ubierających się w owcze skóry i przestrzegał przed takimi. Fałszywe kroki w
polityce są krokami króla, który przechwala się nowymi szatami, a łazi po
staremu z gołą dupą po świecie. Poeta przestrzega przed baranami, którzy gotowi
są postępować w każdym orszaku, żeby tylko móc przy tym zarobić, a gotowi są
nawet powtykać sobie tu i ówdzie, nie tylko w czapki i kapelusze, nieswoje piórka.
Dziękuję za rozmowę. wtorek, 05 stycznia 2010, kulturzentrum
Tagi:
Kosiewski
|
kosiewski.
Add me to your address book
|