|
Blog > Komentarze do wpisu
Mniejszość Polska w Niemczech. Dzielenie i rządzenie, antypolskie chwyty. Tekla Stańczyk i Stefan Kosiewski, rozmowa.
Bruksela 1.10.2009 Stefan Kosiewski
Tekla Stańczyk: We "Frankfurter Allgemeine Zeitung" ukazał się 1 stycznia artykuł zapowiadający rozwiązanie problemu mniejszosci polskiej w Niemczech w pragmatyczny sposób. Za pomocą niemieckich pieniędzy, które mają otrzymać na prowadzenie swojego biura w Berlinie polskojęzyczni aktywiści popierani przez Ambasadę RP a także zadeklarowania bliżej nieokreślonego poparcia strony niemieckiej dla naczania języka polskiego w Niemczech. - Czy Polacy żyjący w Niemczech, zrzeszeni w przeróżnych
organizacjach, a jako grupa etniczna nie uznawani
przez stronę niemiecka za mniejszość narodową w
Republice Federalnej Niemiec, mogą spodziewać się poprawy swojej sytuacji po rozwiązaniach, które zapowiada wspomniany
artykuł prasowy?
Czego nowego i dobrego
dla Polaków w Niemczech spodziewają sie w 2010 roku prowadzone przez pana organizacje:
Polskie Stowarzyszenie Szkolne "Oświata" i Polnisches
Kulturzentrum we Frankfucie nad Menem?
Stefan Kosiewski: Dzisiejsza prasa
w Niemczech donosi o wycofaniu personelu dyplomatycznego Stanów Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii
z Jemenu i Somalii oraz o zamiarze wystartowania przez oba te
światowe mocarstwa atomowe nowej militarnej
ofensywy antyterrorystycznej, co w rocznicę izraelskiej ofensywy w Gazie zapowiada zmiany w polityce
zagranicznej Warszawy i Berlina. Można się spodziewać,
że polscy żołnierze niemieckimi samolotami dostarczani będą wkrótce do Afryki i na Półwysep Arabski, by
rękami rządu Donalda Tuska zrealizować cel polityczny i marzenie braci Kaczyńskich o sojuszu gruzińsko-żydowsko-polskim.
Taka polityka prowadzić będzie do pogrążania Polski
w dalsze zacieśnianie sojuszy, zwiększanie
zaangażowania militarnego Polski na wszystkich
frontach świata i do zwiększanie zadłużenia
państwa polskiego. Nie są to rzeczy dobre ani dla
świata, ani dla Polaków.
Wasalizacja polityki zagranicznej Rzeczypospolitej Polskiej przestaje być groteskowa, a
jest już po prostu okrutnie śmieszna jak tragiczne i
żałosne były zabiegi polityków w Polsce o realizację offsetu przyrzeczonego przez USA oraz o
instalację tarczy. Wyjaśnianie ludziom przez
polityków zarówno w
Niemczech jak i w Polsce, że zamierzone rzekomo zakończenie wojny w Afganistanie
wymaga wysłania tam kilku tysięcy dodatkowych
żołnierzy z karabinami jest perwersyjne, jak grzeszna
była aktywność półmilionowego kontyngentu wojskowego USA we
Wietnamie.
A przecież Wietnam Południowy był wielokrotnie mniejszy
terytorianie od: Afganistanu, Somalii i Jemenu, żeby nie wspominać już o terenach Iraku i Strefy Gazy.
Ile milionów żołnierzy będą
chcieli więc wysłać z Europy do Afryki politycy
inspirowani przez prezydenta Obamę?
Tekla Stańczyk:
To jest odniesienie do szerszego tła politycznego
działań rządów Warszawy i Berlina, które zawarły w
1991 roku
Traktat o przyjaźni/ Freundschaftsvertrag zapowiadający
Polakom w Niemczech m.in. takie dobrodziejstwa jak możliwość
używania swojego języka ojczystego w kontaktach z urzędami?
- Czy rodzice polskich dzieci urodzonych w Niemczech i
mówiących w domach po polsku mogą zwracać się do
Urzędów Szkolnych w swoim języku ojczystym? Czy mogą po blisko 20 latach
obowiązywania Traktatu polsko-niemieckiego korzystać
chociażby z tego jednego zobowiązania traktatowego?
Stefan Kosiewski:
- Dobrze pani wie, że zobowiązania traktatowe nijak się
miały do tzw. rzeczywistości zarówno w Polsce jak i w
Niemczech, przed podpisaniem wspomnianej umowy, po podpisaniu, przed dwudziestu
laty, wczoraj i dziś.
Traktat powstał niejako na marginesie działań
politycznych wielkich mocarstw w stosunku do dwóch państw niemieckich i
jako pomysł Krzysztofa Skubiszewskiego na zaistnienie polskiego rządu w nowej
konfiguracji europejskiej. Skubiszewski w najwyższym chyba stopniu wtajemniczony
był wówczas w kręgach zachodnich (Tygodnik Powszechny
podniecał wtedy swoich czytelników informacją o członkostwie Skubiszewskiego
w jakimś ezoterycznym towarzystwie w Szwajcarii, czy Francji). Rząd RFN nie
przywiązywał w zasadzie uwagi do zapisów traktatowych, nie wyrażał
zainteresowania przebiegiem rokowań traktatowych, jeżeli takowe były, nie
prowadzono w tej sprawie żadnych konsultacji społecznych ani w Niemczech, ani w
Polsce. Ani przed spisaniem tej umowy, ani po 10 latach, przed możliwością
renegocjacji, poprawienia błędów w konstrukcjach intelektualnych Skubiszewskiego
i Stelmachowskiego, który - przypomnijmy - uwiecznił się także i przy tej okazji
nie tylko na fotografiach, w towarzystwie Kohla i Mazowieckiego. Nie zwracało się do nas z żadnym zapytaniem Ministerstwo Spraw
Zagranicznych w Warszawie także przed wysłaniem przez Ministra Sikorskiego
kontrowersyjnego Aide-Mémoire rządowi w Berlinie w grudniu ubiegłego
roku.
Tyle o tzw. wielkiej polityce, a wracając do wielu
problemów Polaków w Niemczech powiem krótko: żadnego z najmniejszych nawet
naszych problemów Traktat ten nie mógł pomóc rozwiązać, bo był rezultatem
efekciarskiego politykierstwa, a nie był konkretną
odpowiedzią na realne potrzeby polityczne. Rodzice polskich dzieci mogą więc
zwracać się w Niemczech do Urzędów Szkolnych w polskim
języku ojczystym, jak mówi stosowny zapis traktatowy, ale jak mówi moje ponad
27-letnie doświadczenie w Niemczech i przysłowiowy zdrowy rozum, tak samo nie zostaną zrozumiani przez
niemieckich urzędników jak nie jest powszechnie zrozumiały w Niemczech język
ojczysty kenijskiej rodziny Baraka Obamy.
Tekla Stańczyk:
Wspomniał pan o kontrowersyjnym piśmie Ministra
Sikorskiego z grudnia ubiegłego roku; na czym polega ta
kontrowersyjność?
Stefan Kosiewski:
Kontrowersyjny charakter działań podejmowanych przez rząd w Warszawie daje
się odczytać chociażby z braku woli politycznej Warszawy do użycia w stosunku do
Polaków w Niemczech określenia: mniejszość narodowa. Jeżeli Radek Sikorski nie
używa w swoim języku politycznym tego określenia w stosunku do Polaków takich
jak ja, to dla mnie jest on kontrowersyjną postacią polityczną.
Minister Spraw Zagranicznych Rzeczypospolitej Polskiej
powinien chyba wreszcie zaprzestać prowadzenia antypolskiej polityki w stosunku
do Polaków i Polonii w Ameryce Południowej, na Białorusi i w Niemczech. Tego
Polacy na całym świecie oczekują od rządu w Warszawie.
Trzymając się konkretów i naszego w Niemczech podwórka:
Ambasada w Berlinie wciąż uznaje za wyłączną reprezentację Polaków w Niemczech
kilkuosobową bandę wyznaczoną do tej roli przez byłego agenta wywiadu PRL-u i
byłego ambasadora RP w RFN dra Andrzeja Byrta. Banda ta występuje jako tzw.
Konvent Polonii w Niemczech i za zgodą Ambasady RP decyduje o podziale kilkuset
tysięcy euro przyznawanych rokrocznie na tzw. projekty kulturalne realizowane
przez organizacje polonijne. W zdecydowanej większości środki te trafiają od lat
nie do Polaków, lecz do rąk osób, które osiedliły się w RFN wykazując swoją
bezsporną przynależność do narodu niemieckiego, lub mają żydowskie
pochodzenie narodowe. A przypomnijmy, że żydzi w Niemczech zorganizowani są w
Gminach żydowskich, które otrzymują wszechstronną pomoc i zdarzało się tak, że
te same osoby działały jednocześnie w Gminie żydowskiej w Kolonii i uchodziły na
salonach Konsulatu RP za polonijnych działaczy. Właśnie z takich działaczy
Andrzej Byrt powołał nie posiadającą osobowości prawnej bandę używającą nazwy
Konwent Organizacji Polskich, czy polonijnych w Niemczech.
wtorek, 05 stycznia 2010, kulturzentrum
Tagi:
Kosiewski
|
kosiewski.
Add me to your address book
|